Maski jeszcze raz zdemaskowane, czyli maseczkologia oczami chłopa

23-04-2022

Na temat szkodliwości narzuconych narodom świata obostrzeń napisano przez ostatnie dwa lata tysiące artykułów. 

Wypowiedziano tysiące zdań, które niestety mogliśmy usłyszeć jedynie w niezależnych od  Władców Świata telewizjach internetowych. Media tzw. głównego ścieku pozostawały głuche na opinie ludzi, którym zależało jedynie na dobru społeczeństwa. Gloryfikowali za to – podnosząc niejednokrotnie do rangi bohaterów – tych, którzy za nieskromną opłatą pochodzącą od koncernów farmaceutycznych wciskali nam kłamstwo. Zapatrzeni w ekrany telewizorów ludzie, wierzyli bezalternatywnie w przekazywane tam informacje. Kompletnemu i całkowitemu wyłączeniu uległo myślenie, chłodna analiza i logika. W 2020 roku świat opanowała trwoga – PANDEMIA!

 

Chciałbym Wam krótko opowiedzieć, co JA, zwykły facet, bez doktoratów i naukowych

tytułów, pomyślałem w pierwszym kwartale 2020 roku:

                                                       

Żołnierz, gdy usłyszy rozkaz „padnij”, leży płasko z nosem przy ziemi. Ale gdy mija czas, nikt nie strzela, nie słychać nic groźnego, to ostrożnie zaczyna się podnosić i rozglądać, kto i dlaczego

wprowadził go w błąd. Świat usłyszał „padnij” i padł... Mimo, że nikt nie strzelał. Informacje, które ofiarowano publiczności na ołtarzach TV szybko okazywały się fałszywkami. Stare zdjęcia, stare filmy, z pewnością nie dotyczące zagrożenia pandemicznego. Preparowane sztucznie sytuacje w szpitalach, „aktorskie wybryki” celebrytów. Coraz więcej ludzi „na dole” widziało w tym ustawkę

organizowaną przez tych „na górze”. A świat leżał...

I zaczął się terror.. zakazy, nakazy, kwarantanny, zamknięcia wszystkiego dookoła i słynne

MASECZKI MEDYCZNE, które miały nas ochronić przed śmiertelnie groźnym wirusem.
Pomimo tego, że dawno już powinno zapalić się nam w głowie światełko rozsądku,

to fakt propagowania SZMATY w walce z wirusem winien wywołać alarm pierwszego stopnia. Pomińmy temat istnienia czy nieistnienia wirusa. Zdania są podzielone. Załóżmy, że to „nieznane coś" jest wirusem. Jeżeli więc nim jest, to jego rozmiar mierzy się w jednostkach nanometrycznych. Każdy, nawet ten, kto nie kończył szkół włókienniczych, wie, że tkanina to splot nitek przeplatających się na przemian poziomo i prostopadle. Ma więc strukturę siatki. Pomiędzy splotami przy niewielkim powiększeniu można zobaczyć otwarte przestrzenie. Jak w rybackiej sieci. Nie trzeba być fizykiem ani matematykiem, żeby zrozumieć, że przez taką dziurę przeleci swobodnie cała eskadra wirusów i nawet się o siebie nie otrą! Jaki jest więc sens noszenia takiej siatki na twarzy? Równie dobrze można się przykryć drabiną.

 

Jako organizmy tlenowe, musimy – stosownie do swojej masy – przyjąć odpowiednią dawkę tlenu. KAŻDE  jej ograniczenie w dłuższym okresie powoduje obumieranie komórek i stopniową degradację naszych organów. Najszybciej i najgorzej działa to na komórki mózgowe i układu nerwowego. W procesie oddychania produktem ubocznym jest wydzielany przez nas podczas wydechu dwutlenek węgla. Piszę to z nadzieją, iż większość z nas zachowała w zakamarkach swojej pamięci chociażby strzępki wiedzy ze szkoły, że CO2 to dla nas jest GAZ TRUJĄCY!

Jeśli zasłonimy twarz, CO2 przez nas wydychany nie zdąży się ulotnić przed naszym następnym wdechem! Więc „wciągamy” go do organizmu ponownie! I to w ilości kilkukrotnie przekraczającej jego (organizmu) możliwości! Sami się zatruwamy!

 

Następna, nie mniej ważna rzecz: wprawdzie wiruski będą sobie swobodnie przelatywać przez naszą siateczkę w jedną i w drugą stronę, ale wszelkiego rodzaju mikroorganizmy i bakterie już nie… Ponieważ są większe niż oczka naszej siatki. Będą osiadać – wydychane – po jej wewnętrznej stronie i przyciągane z zewnątrz podczas wdechu. A jako że są to żywe organizmy, więc się rozmnażają. Mając fantastyczne ku temu warunki (wilgoć, temperaturę, pożywienie), będą się potęgowały z szybkością światła. Po kilku godzinach nasza sieć będzie przypominała mrowisko. Żywy mikro-ekosystem, który będzie żył własnym życiem. I tylko dzięki tym sznurkom na uszach nie odpełznie sam z naszej twarzy. Te organizmy pomimo tego że małe, są żwawe, więc muszą się odżywiać. Pożywki mają aż nadto. A że jedzą, to i wydalają. Endotoksyny. To gorsza trucizna niż pestycydy... Jeśli przyjmujesz ich zwiększone dawki, może to doprowadzić do zwiększenia ryzyka wystąpienia nowotworu, problemów hormonalnych, uszkodzeń układu nerwowego, cukrzycy i innych kłopotów zdrowotnych, które uaktywniają się po dłuższym czasie. Konsekwencje mogą być złe zwłaszcza dla najbardziej wrażliwych grup ludności, takich jak dzieci (szczególnie wrażliwe!), osoby starsze, lub też inne grupy ryzyka (osoby z osłabionym układem immunologicznym, przewlekle chorzy itp.). Stała, wielogodzinna, wielodniowa, wielomiesięczna, dwuletnia autotoksykacja...

 

I teraz zastanówmy się – czy stała za tym nakazem tylko i wyłącznie tresura, zamordyzm oraz terror? Czy też może świadome zniszczenie naszej odporności i w efekcie wytrucie nas, ludzi...

 

Pozdrawiam Was i apeluję: NIE DAJCIE SIĘ NABRAĆ PONOWNIE!!!

 

                                                                  Mariusz Kaźmierczak

Newsletter

Jeśli podzielisz się z nami swoim adresem e-mail, co jakiś czas otrzymasz od nas zwięzłą wiadomość z najnowszymi informacjami o naszym projekcie.

Norymberga 2.0
Jedyną rzeczą potrzebną złu do zwycięstwa jest bierność dobrych ludzi.
-Edmund Burke, filozof, polityk, krytyk rewolucji francuskiej